Włóczki, druty i podróże – Hongkong

 

 

Jakby to precyzyjnie ująć?

 

 Hongkong początkowo trochę przytłacza.

 Dziesięciomilionowe, nieprawdopodobnie nowoczesne, zatłoczone miasto z największą chyba na świecie liczbą drapaczy chmur. A przy tym terytorialnie stosunkowo nieduże, co powoduje, że życie miejskie toczy się na kilku poziomach ulic. Wielkomiejski hałas i głośne odgłosy budowlanych dźwigów, które w tym gąszczu ciągle pracują i usiłują na tym skrawku ziemi coś jeszcze upchnąć i wyciągnąć w górę kolejny wieżowiec. Bywa, że trudno zobaczyć niebo.

 W każdym razie tak wygląda centrum wyspy. Jest też druga część, znacznie spokojniejsza, z piękną plażą i licznymi rezydencjami zamieszkanymi często przez Europejczyków.

 Zgodnie z moją tradycją po trzech dniach poznawania i zwiedzania miasta, rankiem dnia czwartego udałam się na poszukiwanie sklepów dziewiarskich.

 Przez cały ranek, w czasie mojej przechadzki po centrum, zanosiłam dziękczynne modły do wszystkich mi znanych bogów, dziękując, że ludzkość mogła wymyślić nawigację w telefonach komórkowych i Internet. Inaczej straciłabym orientację już za pierwszym rogiem. Szczególnie, że ruch pieszy bardzo często odbywa się korytarzami zawieszonymi nad poziomem ulic. Trzeba być bardzo czujnym, by nie zgubić właściwego kierunku, nie przegapić momentu zejścia w odpowiednią stronę.

 Szukałam sklepu Cheer Wool przy Thomson Road. Niewielka może dwustumetrowa uliczka. , którą przeszłam tam i z powrotem ze cztery razy, poszukując jakiegokolwiek szyldu sklepu. Nic. W końcu prawie zrezygnowana, zauważyłam informację przy wejściu do jednego z wieżowców. Zapytałam portierkę (bo to była kobieta) o Cheer Wool Co Ltd i ta wskazała windę i wyciągnęła przed siebie dłonie z czterema palcami wzniesionymi w górę. „Czwarte piętro – wysoko ten sklep” pomyślałam.

 Wsiadłam do windy, drzwi się zamknęły i pojęłam, że jednak nic nie rozumiem. Było trzecie piętro, było piąte, ale czwartego chyba w ogóle nie wzięto pod uwagę.. Ok, pojechałam na drugie. Malutki wąski korytarz, na końcu jedne drzwi z informacją w języku angielskim, że przedszkole zostało przeniesione.

 Cóż, wróciłam na dół do portierni. Widząc moją minę, kobieta złapała mnie za rękę i poprowadziła ponownie do windy. Posłusznie wsiadłam, a ona nacisnęła dwa razy przycisk z cyfrą 2. Dlaczego  ja nie rozumiałam, że cztery palce w górze to 22? Szczerze mówiąc, do dzisiaj nie rozumiem.

 Znalazłam sklep Cheer Wool.  I po raz kolejny muszę napisać, że nieodmiennie mnie zaskakuje, że w dużych miastach w Azji króluje włóczka europejska. Dużo merynosa, sporo bawełny, moher, kaszmir symbolicznie i tylko jako dodatek.  A z rynku japońskiego tylko Noro. Pojawiają się też producenci tureccy. Żadnych, dosłownie żadnych włóczek chińskich.  Szkoda, bo trochę na to liczyłam. Szukałam kaszmiru tak kuszącego w ofercie Aliexpress. Chciałam dotknąć i sprawdzić, czy to to samo, co na zdjęciach producentów chińskich.

 Muszę przyznać, że trochę rozpuszczona nierzadko doskonałymi składami przędzy dostępnej w Europie, byłam rozczarowana.

 Zapytałam nawet, dlaczego w ofercie sklepu jest tylko włóczka dostępna wszędzie, a w Europie najczęściej. I dlaczego nie ma oferty przędzy chińskiej.  „Bo klientki szukają sprawdzonej, dobrej jakości.” – usłyszałam. Czyżby to było tak, że produkty europejskie z założenia wydają się lepsze w tamtej części świata? Celowo piszę „europejskie”, bo produktów amerykańskich albo przynajmniej włóczek brytyjskich (fantastycznych zresztą) nie znalazłam. A przecież wybór jest ogromny, a dodatkowo Hongkong to miasto szczególne, bo niby Chiny, niby Azja, ale atmosfera w nim międzynarodowa, z silnym wpływem brytyjskim.

 Właściwie nie zrobiłam w Cheer Wool prawie żadnych zakupów. Bez sensu na drugim końcu świata kupować włóczki, które dostępne są także u nas.

 Tak czy inaczej taki sklep umiejscowiony na 22. piętrze wieżowca w małej uliczce jest dla mnie fenomenem. Trzeba się natrudzić, żeby go znaleźć albo zwyczajnie wiedzieć, gdzie jest. Tyle tylko, że oferta nie powala, niestety.

 

 To był mój pierwszy pobyt w Hongkongu. Pół roku później wróciłam i niezrażona szukałam dalej miejsc szczególnie ciekawych dla dziewiarek. Tym razem znalazłam, także w centrum, niedaleko zupełnie poprzedniego inny sklep: Paris Cotton Singlets Co Ltd. Tu już nie winda ale wąskie schodki, półpiętro w drodze do salonu fryzjerskiego. Sklepik mniejszy, ciaśniejszy, ale obsługa bardziej chętna do rozmowy. Interesujące, bo właścicielem jest mężczyzna. Pochwalił się, że firma istnieje od 60 lat. Założył ją jeszcze jego ojciec, który w latach 60-tych zaczął sprowadzać włóczki z Europy. To już drugi po Seulu przypadek, kiedy to wlaśnie z mężczyzną rozmawiałam o składach włóczek i ofercie sklepu. No właśnie, oferta sklepu niestety znowu europejska. Może nawet to zrozumiałe, sklep ma zarabiać, więc sprzedaje to, czego szukają klienci. Ja, Europejka, mogę nie pojmować, dlaczego szukają włóczek z Europy. Mogę nie rozumieć, bo dla mnie są dostępne w setkach sklepów stacjonarnych i internetowych.

 Ale kiedy pomyślę, że świat dziewiarski naprawdę nie kończy się na Rowanie, Austermannie, GGH, Lanie Grossie  i innych, to zwyczajnie mi szkoda, że nie natrafiam na włóczki lokalnych producentów. Inna sprawa, co znaczy „lokalnych”? I który jest „lokalny” dla Hongkongu?

 

 To nie była moja ostatnia podróż do tego  chińsko-brytyjskiego miasta. Mam na oku jeszcze jeden sklep. Oddalony od poprzednich, bo w innej, kontynentalnej części miasta  - na półwyspie Kowloon. Myślę o sklepie KPC Yarn (knit purl crochet yarn). Strona internetowa robi wrażenie, dlatego nie odpuszczę i jeszcze w tym roku z pewnością go odwiedzę. Chcę dojść do przekonania, że w Hongkongu są miejsca dziewiarskie jedyne na świecie, gdzie zawsze chce się zajrzeć, bo a nuż odkryje się włóczkę idealną. Może nie jestem do końca obiektywna,  bo zwyczajnie bardzo polubiłam Hongkong z jego nowoczesnością i tłumami, ale też z jakimś niewytłumaczalnym poczuciem swobody. A to w tej części świata rzadkość przecież.

 

 Niebawem zapraszam do Pekinu, bo tam już też szukałam sklepów z włóczkami. I znalazłamJ

 

 До встречи.

 Izabelita