Narzuta z Flocona. Taką każdy chciałby mieć.

 

 

  Od mniej więcej roku obserwuję wśród rodzimych dziergaczek, ale także sklepów włóczkowych ogromną potrzebę wybarwiania włóczek. To rzeczywiście inspirujące zajęcie, tym bardziej, ze doskonałe barwniki do włóczek można już bezproblemowo kupić w Polsce.

  W zeszłym roku sprowadziłyśmy z Pirenejów sporą ilość wełny przeznaczonej do farbowania. Producent przodujący w produkcji proekologicznej niekoniecznie chętnie początkowo chciał się zgodzić, żebyśmy same wybarwiły przędzę. Ale miałyśmy koncepcję stworzenia stosunkowo niedrogiej włóczki skarpetkowo-kocykowej w melanżowych intensywnych kolorach, a tego we Francji nie znalazłyśmy.

  No i zaczął się szał farbowania.

  Wybarwiłyśmy  początkowo około 30 odcieni. Trzeba było, żeby coś z nich powstało, bo tylko w gotowej robótce te kolory i włóczka prezentują się naprawdę wspaniale.

  I tu przyszła nam z pomocą nasza nieoceniona Urszula (z bloga przyjemnez pozytecznym.blogspot.com), która podjęła się wykonania ogromnej narzuty składającej się z kilkuset małych kolorowych szydełkowych kwadratów.

  Efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Taka robota wymaga ogromnego nakładu pracy i dokładnego planowania, bo kolory musza być ze sobą harmonijnie zestawione, ale efekt końcowy pokazał prawdziwe mistrzostwo naszej dziewiarki. Ponad 400 kwadratów połączonych w jedną absolutnie unikatową narzutę. Miałyśmy początkowo obawy, ze wełniana narzuta będzie dość gryząca i ciężka, ale końcowy efekt pokazał, że uroda tej pracy kompensuje wszystko. W sumie to ponad 2 kg włóczki i praca kilku miesięcy, ale w efekcie powstało prawdziwe dzieło sztuki dziewiarskiej.

   Zresztą trzeba ocenić  oczami samemu. Przy okazji zapraszamy na bloga dziewiarskiego Uli. Jest na co popatrzeć, a jakość wykonania jej prac nie pozostawia sobie równych.

 

  Z dziewiarskim pozdrowieniem.

  Izabelita