Kiedy człowiek ma jakąś pasję, zazwyczaj poświęca jej wiele czasu, myśli i starań.

 

Na drutach robię od prawie 30 lat. Myślałam, podkreślam myślałam, że sporo już potrafię i rzadko zdarzały się momenty, kiedy odpuszczałam, bo robótka była za bardzo skomplikowana, a efekt niezadowalający. Zresztą dosyć krytyczna ze mnie osoba i często nie do końca satysfakcjonował mnie rezultat mojej pracy. Wiedziałam, gdzie są niedoróbki, nawet jeśli inni zupełnie ich nie dostrzegali.

Kiedy pojawiła się idea założenia sklepu internetowego z włóczkami, nawiązałyśmy na Fb kontakt z Paniami, które, podobnie jak my, o włóczkach, wzorach i drutach mogą bez końca. I tak poznałam Urszulę.

Od samego początku wiedziałam, ze to ktoś, kto dla innych jest autorytetem w dziedzinie robótek ręcznych.
Jej prace najnormalniej w świecie były doskonałe!
Dopracowane w najdrobniejszych szczegółach i wykonane z precyzją, o której mogłam tylko pomarzyć.
Tak, to była lekcja pokory. Zrozumiałam, że między czeladnikiem i mistrzem różnica jest prosta: jakościowa.
I że być może nigdy nie osiągnę takiego poziomu, na jakim pracuje Urszula. Ale podziw pozostał.

 Sklep z włóczkami to nieustanny kontakt z osobami, które znają ofertę włóczkową i zazwyczaj wiedzą, czego chcą i oczekują od dostawcy. Bywa, że możemy także zobaczyć gotową robótkę i trzeba przyznać, ze kreatywność tych kobiet ( bo panowie jakoś się wstydzą prezentowania swoich prac, choć już wiem, że są mężczyźni robiący na drutach) jest nieprawdopodobna.
Nieodmiennie jednak prace Urszuli są zawsze „skończone”. Dla mnie to najwyższy poziom rękodzieła.
Zresztą niecierpliwie czekam na wpisy na jej blogu ( przyjemnezpozytecznym.blogspot.com), bo najczęściej wtedy mam nowy niecierpiący zwłoki pomysł na wykonanie robótki. 

Spotkałyśmy się z Urszulą w Warszawie kilka miesięcy temu.
Byłam ciekawa, kim jest ta kobieta, która, jak się wydaje, z dużą łatwością wykonuje karkołomnie trudne wzory. Tymczasem okazało się, że to subtelna, by nie rzec, filigranowa osoba z nieśmiałym uśmiechem i dużym urokiem. Rozmowa toczyła się gładko, bo chyba dziewiarki tak mają, że o motkach, wzorach i innych  mogą rozmawiać zawsze, wszędzie i z każdym.
Niemniej pozostałam pod urokiem jej skromności i ciepła.

Jako osoba dość introwertyczna, nie nawiązuję łatwo kontaktów i długo pozostaję nieufna wobec ludzi.
Tym razem jednak zostałam „kupiona”. Urszula zrobiła na mnie ogromne wrażenie, szczególnie, że w czasie tej godziny jakoś tak naturalnie przeszłyśmy do tematów życiowych, „dzieciowych”, zwyczajnych ludzkich spraw.

Jak to jest, że czasem znasz kogoś kawał życia a i tak nie do końca wiadomo, czy w ogóle istnieje jakaś relacja, a kiedy indziej przypadkowo zamienisz kilka zdań i jesteś pewien, że z tym kimś ci po drodze?
No właśnie… Takie miałam wrażenie po tym spotkaniu.

Puentą tego wpisu niech będą słowa (gdzie ja to czytałam?), które są chyba dobrym podsumowaniem całego doświadczenia bycia człowiekiem: „Ludzie nie muszą pamiętać Twojego imienia, ale zawsze zapamiętają, jak się czuli w Twoim towarzystwie”. To a propos Urszuli.

Pozwalam sobie za zgodą autorki umieścić zdjęcia jej prac.

Drogie Nasze Klientki i Czytelniczki, czyż można się nie zachwycić?

 

I na samiusieńki koniec kilka słów do bohaterki tego tekstu:

Droga Urszulo, bo z pewnością będziesz to czytała, tak Cię widzę… I lubię ten widok.

 

Izabela